Zawód – menedżer ryzyka

Mam bezwstydną przyjemność pochwalić się, że zostałem wpisany do brytyjskiego Rejestru Zawodowego Managerów Ryzyka (Register of Risk Practitioners, RRP). Niebawem moje nazwisko pojawi się u samego dołu imiennej listy praktyków zarządzania ryzykiem na witrynie ALARM.

RRPRRP ustanowiono aby w sposób formalny rejestrować osoby czynne zawodowo w obszarze zarządzania ryzykiem korporacyjnym, które spełniają określone kryteria profesjonalne. O wpisanie do rejestru mogą się ubiegać osoby (niezależnie od narodowości), które legitymują się łącznie:

  • formalnymi kwalifikacjami (minimum CIRM – absolwenci Programu IRM „International Certificate in Risk Management„)
  • potwierdzonym, minimum 2-letnim doświadczeniem na stanowisku menedżera ryzyka
  • zaakceptowanymi punktami programu Ciągłego Rozwoju Zawodowego (Continuing Professional Development).

Założycielami rejestru zawodowego jest ta sama trójca, która stworzyła Standard Zarządzania Ryzykiem przyjęty później i promowany przez FERMA – chodzi o AIRMIC, IRM oraz ALARM. 
Ta ostatnia organizacja (stowarzyszenie menedżerów ryzyka sektora publicznego) jest zarządcą wspomnianego rejstru.

Wydaje się, że podczas politycznego wyścigu o prymat w ustalaniu wzorca certyfikacji i akredytacji zawodowych risk managerów w Europie, ta cicha inicjatywa już wyprzedziła faworytów i robi swoje … 

Wasz w ryzyku,

R

Seminarium FERMA 2012

FERMA organizuje swoje imprezy w ten sposób, że w lata nieparzyste (2011, 2013) organizuje swoje Forum – duże, komercyjne i drogie „spędy” na których sponsorzy puszą się za grube pieniądze, które potem umożliwiają FERMA przetrwanie kolejnych dwóch lat. Natomiast w lata parzyste (2010, rok bieżący, 2014) organizuje Seminarium – imprezę w zasadzie zamkniętą, dla risk managerów (którzy nie płacą za udział !) i wybranej prasy oraz bardzo nielicznych sponsorów. Zbiera się na niej tylko właściwe środowisko risk managerów, atmosfera jest więc bardziej rodzinna i kameralna (jeśli impreza na 200-300 osób może być kameralna).

Ferma Seminar 2012

Właśnie otrzymałem listę zarejestrowanych uczestników. Sam – mimo, że zarejestrowałem się jako uczestnik (reprezentujący AIRMIC) – ze względu na kolizję z terminem obiecanym Klientowi nie jadę na Seminarium. Byłem ciekaw, kto będzie reprezentował Polskę …

Z listy wynika, że moje nazwisko było jedynym z Polski – nie jedzie nikt. Czy w naszym kraju nie ma risk managerów ? Chciałoby się również zapytać, co robi polski członek FERMA, ale już lepiej tego nie będę robił …

Wasz w ryzyku,

Konferencja (?) Polrisk 2012

Dzisiaj otrzymałem, jak prawdopodobnie wszyscy członkowie Polrisk, zaproszenie na kolejną konferencję Stowarszyszenia. 

konferencja Polrisk

Po przeczytaniu zaproszenia mam obawy. Z programu wynika, że dwudniowa konferencja będzie obejmowała w zasadzie trzy zagadnienia:

  • budżetowanie z uwzględnieniem ryzyka
  • oprogramowanie wspierające zarządzanie ryzykiem
  • keptywy.

Keptywami prawdopodobnie będą zainteresowane ze 3-4 firmy w Polsce (jesteśmy na to za mali i swiadomość tego rozwiązania u nas jest niestety „za murzynami”) – dziwi mnie kto wpadł na tak kuriozalny pomysł, a tym bardziej jak taki pomysł mógł pozytywnie przejść konsultacje wśród członków Polrisk. Jeśli ma to być pomysł ściągnięcia na konferencję specjalistów i kierowników z działów ubezpieczeń do czego od dawna namawiam … to raczej nietrafiony.

Przymykając oko na powyższe, dwa pozostałe zagadnienia są interesujące. Interesujący też będzie amerykański – Betty Simkins – punkt widzenia na miejsce ryzyka w budżecie. Pani Simkins (której książkę właśnie czytam, niebawem ukaże się na tym blogu jej recenzja) wyrosła z finansów i sektora energetycznego, zakładam więc, że warsztaty będą interesujące dla firm „od prądu”. Dlaczego tylko ma mówić na ten temat cały dzień ? Konferencja powinna wibrować róznymi punktami widzenia i kolorami zarządzania ryzykiem …

Domyślam się również, że całodzienny blok na temat systemów informatycznych dla zarządzania ryzykiem i ubezpieczeń jest pokłosiem przyspieszonych poszukiwań sponsorów i będzie ich maratonem marketingowym. Obawiam się nawet że wiem, kto tam wystąpi … Cały dzień reklam (oby nie) – to byłoby nawet więcej niż w Polsacie …

Po przeczytaniu tego, co dotąd napisałem czegoś mi brakuje. Nazwisk – tylko jedno nazwisko, jeden prelegent (nie licząc wystapień marketingowych sponsorów).

To co mnie najbardziej zastanawia, to polityka cenowa: 2’000 PLN netto dla członków Polrisk a 2’500 dla nie-członków. Zapytuję się, gdzie tu jest wypełnianie podstawowego obowiązku statutowego – wspieranie członków Polrisk. Jeśli miałbym nas porównywać z lepszymi – Anglikami z AIRMIC – oni po zwindykowaniu składki członkowskiej, nie każą płacić swoim członkom za nic. Konferencja AIRMIC jest dla członków za darmo. Czy nie można wreszcie postawić tego na nogach i kazać płacić nie-członkom oraz sponsorom za członków ? Moja propozycja cenowa: 100 PLN dla członków. Kto da mniej ?

———-
11.11.2012

Winny jestem sprostowanie – zgodnie z programem konferencji Polrisk opublikowanym na witrynie Stowarzyszenia, Betty Simkins będzie obecna nie tylko na odręnie płatnym dniu warsztatowym ale również będzie prowadzić pierwszy dzień konferencji. Przepraszam za zamieszanie, jeśli powstało.

Przy okazji – tutaj – zamieściłem recenzję książki pod redakcją Betty Simkins i Jonha Frasera.

Wasz w ryzyku,

Trzy konie na jednym torze = tłok

Pisałem już o koncepcji FERMA certyfikowania risk managerów. Pisałem o AIRMIC jako wiodącej w Europie organizacji zawodowej risk managerów. Pisałem również o IRM – najbardziej prężnej i prestiżowej organizacji badawczo edukacyjnej w dziedzinie zarządzania ryzykiem w Europie.

Trzy silne organizacje, każda z nich śmiało mogłaby wyznaczać kierunek zarządzania ryzykiem w Europie i wymagania stawiane certyfikowanym risk managerom. Problem w tym, że każda z nich robi to na własną ręke konkurując z pozostałymi.

AIRMIC FERMA IRM

O inicjatywie FERMA pisałem wcześniej. Spodziewane problemy to trudności z pogodzeniem wymagań i tradycji poszczególnych krajów, znalezieniem jednego wiarygodnego ciała ceryfikującego, klasyfikacja mniej znanych, rozpoznawalnych programów edukacyjnych a także ambicji i wpływów politycznych. Te siły mogą rzeczywiście wyhamować, albo bardzo znacząco – o całe lata – opóźnić projekt.

Z kolei AIRMIC (nieco wcześniej niż FERMA) ogłosiło rozpoczęcie współpracy z CII (Chartered Insurance Institute) nad stworzenie programu certyfikowania risk managerów i statusu Chartered Risk Manager (Dyplomowany Menedżer Ryzyka). Mocne strony – CII jako potężna organizacja o stuletnim doświadczeniu z całą pewnością poradzi sobie z wyzwaniem. Jednak tej inicjatywie towarzyszą obawy, czy nie będzie ceryfikować bardziej „insurance-” niż „risk-” managerów.

IRM, ciągle zwiększając ilość swoich członków (mam zaszczyt zaliczać sie do ich grona), już za 3 lata może osiągnąć liczbę 5 tysięcy a tym samym stać się kandydatem do statusu „chartered„. IRM jest naturalnym kandydatem do szerzenia i certyfikowania wiedzy i kwalifikacji w zarządzaniu ryzykiem w Europie.

Potrafię jeszcze zrozumieć odrębną inicjatywę FERMA, jako „parasolowej” organizacji europejskiej, bo to jej rola. Zresztą ta frankofońska od lat organizacja (bo zdominowana w zarządzie przez Francuzów i Belgów) ma skłonności do promowania nieco spóźnionych inicjatyw tylko po to, żeby zaznaczyć swoją rolę i znaczenie.

Jednak kompletnie nie potrafię zrozumieć konkurowania AIRMIC z IRM, szczególnie że ta pierwsza jest założycielem tej drugiej ! Różne uczelnie, różne szkoły, ba – różne nurty zarządzania ryzykiem – jak najbardziej. Ale standard uznawania i certyfikowania statusu Dyplomowanego Menedżera Ryzyka powinien w Europie być jeden. Dwugłos a tym bardziej trójgłos nie pomoże nam, risk managerom, w poprawieniu rozpoznawalności naszego zawodu wśród pracodawców …

Wasz w ryzyku,

R

ISO 31000 górą

Dziś otrzymałem raport z badania „ISO 31000 Survey” zaimplementowanego przez grupę ISO31000 na Linked in. Same wyniki podane ku mojemu rozczarowaniu bardzo sucho, bez dosłownie żadnego komentarza.

Jednak jeden slajd zwrócił moja uwagę:

ISo 31000

O swoja kopię raportu można zabiegać pod tym adresem

 

Wasz w ryzyku,

R

Europejski Certyfikat Risk Managera

Już kilka lat temu, kiedy byłem w zarządzie FERMA reprezentując tam polskie środowisko risk managerów, starałem się lobbować pomysł aktywnego wspierania i organizowania przez FERMA działań i przedsięwzięć edukacyjnych w zakresie zarządzania ryzykiem, szczególnie w nowych gospodarkach postsocjalistycznych. Niestety, ówczesny zarząd zdominowany przez kraje frankofońskie był głuchy na te sugestie i nie widział potrzeby czegoś bardziej aktywnego, niż informowanie na witrynie FERMA o kursach dostępnych w różnych krajach. Było to dla mnie frustrujące, gdyż miałem świadomość jak nam ogromnie daleko do poziomu wiedzy i doświadczenia w zakresie zarządzania ryzykiem ale również dojrzałości i kultury biznesowej, obecnych w Europie Zachodniej.

Szczególnie zatem mnie cieszy nowa inicjatywa FERMA, zmierzająca do stworzenia europejskiego certyfikatu potwierdzającego formalne kwalifikacje risk managera, rozpoznawalnego we wszystkich krajach członkowskich FERMA. 

FERMA

Myślę, że w dużej mierze to odpowiedź na nawoływania rynku brytyjskiego, o których niedawno pisałem.

Certyfikat ma rozróżniać pomiędzy dwoma poziomami wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji:

  • the professional certificate – przeznaczony dla wytrawnych risk managerów, wyedukowanych i posiadających doświadczenie praktyczne, piastujących odpowiedzialne stanowiska; jego uzyskanie bazowałoby na udokumentowaniu wcześniejszej edukacji, doświadczenia i kariery zawodowej w obszarze zarządzania ryzykiem
  • the specialist certificate – przeznaczony dla początkujących risk managerów posiadających pewien poziom wiedzy teoretycznej i rozpoczynających swoją drogę rozwoju lub osób piastujących nie tylko tę funkcję w firmie, jego uzyskanie polegałoby na egzaminie przeprowadzoonym przez akredytowaną instytucję.

Projektem opiekuje sie trzyosobowy zespół:

Zespół ma zaprezentować postęp prac podczas Seminarium FERMA we Francji, w dniach 22-23 października. FERMA zapowiada szerokie angażowanie stowarzyszeń członkowskich a zatem również Was, drodzy menedżerowie ryzyka będący członkami Polrisk. Igor Mikhaylov utworzył grupę na LinkedIn poświęconą tej inicjatywie – zapraszam.

Wasz w ryzyku,

R

Zarządzanie ryzykiem z prędkością dźwięku

W zeszłym tygodniu miałem możliwośc uczestniczenia  w „dożynkach” brytyjskich risk managerów – w dorocznej konferencji AIRMIC. W tym roku została zorganizowana w Liverpool – mieście rzeki Mersey, doków portowych, odlotowych klubów nocnych i … Beatelsów.

Konferencja – jej część półoficjalna pierwszego dnia – rozpoczęła się prezentacją bardzo szybko i żywo mówiącego mężczyzny, który chce zostać człowiekiem najszybciej poruszającym się po ziemi. Mowa o Andym Green, brytyjskim pilocie RAFu, który jest animatorem i kierowcą projektu Bloodhound SSC – ma on na celu skonstruowanie samochodu, który w sposób bezpieczny przekroczy barierę dźwięku i dalej pędkość 1’000 mil na godzinę.
O dziwo, przekroczenie prędkości 1’600 km/h nie jest celem samym w sobie, a jedynie czymś w rodzaju KPI dla właściwego celu. Tym własciwym celem jest promowanie techniki i technologii brytyjskiej na świecie oraz rozpowszechnianie zainteresowania technologią i zjawiskami fizyki wśród dzieci i młodzieży – obecnie w projekcie uczestniczy ponad 4’000 brytyjskich szkół.

bloodhound1

Nic dziwnego, że temat postawiono na konferencji risk managerów – cały projekt to jedno wielkie igranie z ryzykiem. Żeby trochę podgrzać atmosferę, Andy rozpoczął od pokazania zdjęć zmasakrowanych pojazdów, którym nie udało się pobicie rekordu …

Zwróciłem uwagę na bardzo ciekawy sposób myślenia na temat bilansowania ryzyk: technologicznego, finansowego i dotyczącego bezpieczeństwa i życia. Generalnie suma tych ryzyk stanowi pewną zamknięta wartość a zmniejszanie jednego automatycznie powoduje zwiększanie pozostałych. Przykładowo – Amerykanie zminimalizowali ryzyko finansowe (czy zgromadzimy dość środków ?) swojego konkurencyjnego projektu, adoptując myśliwiec do tego, żeby „latał po ziemi”. Jednak jednocześnie znacząco podnieśli ryzyko technologiczne (myśliwce są przystosowane do innego opływu powietrza) i ryzyko utraty życia pilota. Brytyjczycy podchodzą bezkompromisowo do kwestii technologii (jeden z ich celów strategicznych projektu) narażając się na ryzyko niepowodzenia finansowania projektu. Jednak do tej pory radzili sobie z nim doskonale angażując firmy w podwójnej roli: dostawcy technologii i jednocześnie sponsora, który w projekcie promuje swój prymat technologiczny. U ich boku stoją Intel, Lockheed, Cosworth …

bloodhound2

Najbardziej interesujące są moim zdaniem wyzwania wynikające z praw fizyki i technologii. Zdaniem przewodnim, powtarzającym się podczas całej prezentacji, było „nikt przedtem nigdy nie zbudował …” i tu padały różne nazwy urządzeń.

Wyzwanie numer jeden: „the shiny side up” – jak zrobić, żeby pojazd utrzymał się w poziomie z dokładnością do jednego stopnia i nie obrócił się na plecy. Zbytnie opuszczenie dziobu o jeden stopień spowoduje przy prędkości „podróżnej” obciążenie pionowe ok 10 ton i zgniecenie przedniego zawieszenia a dalej zmiażdżenie pojazdu. Wychylenie w górę o jeden stopień od poziomu spowoduje poderwanie pojazdu w górę, w którym z powodu przeciążenia równego 40 G oderwie się górna powłoka karoserii a silniki przebiją konstrukcję podłogi i pofruną do przodu. Podziwiałem opanowanie Andyego, gdy o tym mówił.

Problem w tym, że sposób w jaki testuje się aerodynamikę samolotów odpada, bo nie da się symulować przepływu powietrza pomiędzy podłogą pojazdu o nawierzchnią (nikt jeszcze nie wynalazł rolek na których można by oprzeć pojazd w tunelu aerodnamicznym i które kręciłby się z prędkością ponad półtorej tysiąca km/h nie rozpadając się przy tym). Brytyjczycy wykorzystują więc symulacje wspierane przez najsilniejsze z istniejących komputerów, mianowicie maszyny CRAY, które służą do … wyznaczania prognozy pogody.

Drugie podstawowe wyzwanie to silniki, napęd. W pojeździe zostaną zastosowane jednocześnie cztery silniki. Jako podstawowe posłużą dwa silniki odrzutowe Eurojet 200, zdaniem Andyego najlepiej dotąd dopracowane i najbardziej niezawodne silniki odrzutowe stosowane w myśliwcach wojskowych. Ale te zaledwie pozwolą się pojazdowi „ruszyć z miejsca” do prędkości kilkuset kilometrów na godzinę. Bariera prędkości dźwięku potrzebuje więcej mocy …

Ostatecznego kopa pojazd Bloodhound SSC ma uzyskać dzięki – eksperymentalnej jeszcze – rakiecie, silnikowi napędzanemu za pomocą nadtlenku wodoru, który musi zostać sprężony do ogromnego ciśnienia kilkuset atmosfer, zanim zostanie spalony z prędkością prawie 1’000 kg w ciągu 20 sekund. Będzie więc potrzebna sprężarka o niewyobrażalnej mocy – w takiej roli zostanie wykorzystany ośmiocylindrowy silnik Cosworth o mocy 750 koni, na codzień jeżdźący w wyścigach Formuły 1 …

Chcecie zobaczyć jak pojedzie posokowiec ?

Wasz w ryzyku,

R

Niemądre pomysły IFRIMA ?

Podczas kwietniowej konferencji RIMS (amerykańskie Risk and Insurance Management Society), w Filadelfii, zarząd międzynarodowej „czapy” federacji i stowarzyszeń risk managerów funkcjonującej pod nazwą IFRIMA (The International Federation of Insurance and Risk Management Associations) dyskutował kwestię ewentualnego wprowadzenia certyfikowania przedsiębiorstw w kontekście ISO 31000.

Jak zapewne pamiętacie, dość zaciekle broniłem wolności przedsiębiorstw w obszarze ERM oraz zapisu umieszczonego w samym standardzie, mówiącego, ze ISO 31000 nie jest przeznaczony do certyfikacji. Wygląda na to, że IFRIMA właśnie otwiera puszkę pandory którą FERMA zdołała zamknąć na samym początku, kiedy powstawał standard.

Dyskusja odgrzana w Filadelfii pokazała, że poza Hiszpanami, którzy opowiadali się za certyfikacją, pozostałe regiony i środowiska były jej wyraźnie przeciwne (europejska FERMA, amerkański RIMS, ALARYS z Ameryki Łacińskiej, Australia, Japonia, Brazylia, Argentyna i Francja), przy tradycyjnie „neutralnej” postawie Wielkiej Brytanii.

Carl Leeman

Prezes IFRIMA, Carl Leeman, sympatyczny i stonowany człowiek znany mi z czasów wspólnego zasiadania w zarządzie FERMA, zwraca uwagę, że prawdopodobnie wszystko – bądź wiele – zależy teraz od europejskich risk managerów, od FERMA, której członkowie byli raczej niezdecydowani i od nich właśnie może zależeć ewentualna realizacja lub porzucenie pomysłu certyfikacji.

Dlatego FERMA zaprosiła nas do pogłębionej dyskusji i opiniowania tego pomysłu wśród członków FERMA – to znaczy chodzi również o Twój głos, członku Polrisk.

Wasz w ryzyku,

R

AIRMIC na wiosnę

W zeszłym roku AIRMIC oraz Cranfield University opublikowały rozchwytywany już dzisiaj raport Roads To Ruin, studium przyczyn i mechanizmów prowadzących do najwiekszych porażek korporacyjnych ostatniej dekady. Wszystkie porażki można wytłumaczyć niesprawną funkcją zarządzania ryzykiem.

Roads to Ruin

Pierwsze dwadzieścia parę stron to podsumowania i konkluzje, kolejne sto sześćdziesiąt to analiza case study następujących przypadków (alfabetycznie): AIG and AIG Financial Products, Arthur Andersen, BP Texas City Refinery, Buncefield, Cadbury Schweppes, Coca-Cola Dasani, EADS Airbus, Enron, Firestone, HSBC / Nationwide, Independent Insurance, Land of Leather, Maclaren Pushchairs, Northern Rock, Rail disasters: Great Heck, Hatfield, Potters Ba, Shell (Oil & Gas reserves), Société Générale, UK Passport Agency.

Raport do zakupienia (lub dla członków AIRMIC do pobrania za darmo) tutaj.

W przygotowaniu – przez ten sam tandem Airmic + Cranfield University – jest drugi raport, tym razem raport chwały omawiający największe sukcesy oraz historie świadczące o tym, że zarządzanie ryzykiem pozwoliło przeprowadzić firmy przez kryzysy.

Przy okazji tej wycieczki na Wyspy Brytyjskie – czerwcowa konferencja AIRMIC, tym razem w Liverpool, znów zapowiada się na rekordową pod względem liczby uczestników i wielkości towarzyszących jej targów komercyjnych. Dla ewentualnych zainteresowanych więcej informacji tutaj.

A zmotywowanym przypominam mój wpis w którym wyjaśniam, jak stając się członkiem Airmic można wybrać się na tę najlepszą w Europie konferencję risk managerów – za darmo.

Wasz w ryzyku,

R

Zarezerwuj w kalendarzu 29 lutego – 01 marca

Jeśli na stoku narciarskim pojawi się grono bardzo zdeterminowanych chętnych do nauki jazdy na nartach, mimo motywacji sami od siebie niewiele się nauczą jeśli wszyscy będą nowicjuszami i nie będzie instruktora. Brakuje wiedzy, techniki i doświadczenia.

Niemal identycznie jest z polskim risk managementem. To u nas ciągle bardzo młoda dyscyplina która musi mocno rozychać się łokciami i domagać prawa do głosu. Polskie przedsiębiorstwa przodujące w zarządzaniu ryzykiem biznesowym są na różnych etapach wdrożenia, ale żadne z nich nie osiągnęło jeszcze pełnej dojrzałości. Problem naszego rynku jest pogłębiony przez fakt, że większość – również tych największych – firm konsultingowych również uczy się i eksperymentuje na polskich firmach, nie zawsze z dobrym wynikiem. Innymi słowy, każdy w Polsce kto już miał cokolwiek na ten temat do powiedzenia lub zaoferowania już to pokazał, ale nie posuwa nas to do przodu w zauważalnym stopniu. Brakuje świeżej krwi, katalizatora z zewnątrz.

Postanowiłem sprowadzić do Polski najlepszych w Europie risk managerów z bardzo dużym doświadczeniem praktycznym. I nie chodzi tu o „lwy konferencyjne” wykonujące efektowne wolty retoryczne, ale kutych na cztery nogi weteranów, którzy w niejednej firmie zmagali się z ryzykiem, zarządami i oporem managementu. Po drugiej stronie widzę pionierów polskiego zarządzania ryzykiem – dyrektorów i menedżerów, którzy otrzymali od zarządów swoich firm zadanie bojowe i którzy do jego wykonania potrzebują dobrej amunicji.

Tę amunicję przywiozą ze sobą Paul Tylor (obecnie Morgan Crucible, Przewodniczacy AIRMIC, były Wiceprezes FERMA) i Michel Dennery (GDF Suez, Wiceprezes FERMA). Obaj należą do listy dziesięciu topowych menedżerów ryzyka w Europie sporządzonej przez Strategic Risk. Trwają jeszcze gorączkowe uzgodnienia wizyty trzeciego gościa, którym na początku miał być były risk manager Rolls-Royce, potem UK Power Networks, New World Resources, następnie NW Power i w końcu Nestle. Okazuje się, że najlepsi w Europie menedżerowie ryzyka są co najmniej tak zajęci jak prezesi. Jednak nie mam zamiaru pozwolić aby poziom spotkania spadł nawet o włos i przeczesuję Europę w poszukiwaniu trzeciego „wyjadacza”.

Michel Dennery

Paul Taylor

Konwencja tego dwudniowego spotkania ma być równie nietuzinkowa – jako organizator będę głównie w cieniu, podając wodę naszym gościom i mikrofony uczestnikom zadającym pytania, chcę pełnię władzy nad salą i przebiegiem dyskusji oddać prelegentom i uczestnikom, na których aktywność, dociekliwość i bezkompromisowość liczę. Prelegenci są przygotowani nie na formułę „ja mówię, reszta słucha” lecz na pełną interakcję, przewidującą dochodzenie do konkluzji w wyniku wymiany pytań i odpowiedzi, dyskusji i polemiki z uczestnikami. Są przygotowani na bardzo trudne pytania i krytyczne opinie, z którymi zapewne przyjadą polscy pionierzy risk managementu.

Spotkanie jest przeznaczone dla praktyków, osób nieprzypadkowych, na codzień zajmujących się zarządzaniem ryzykiem i jego wdrożeniem w swoich firmach. Odbędzie się w dniach 29 lutego i 01 marca w okolicach Warszawy. Więcej informacji i zgłoszenia tutaj.

Wasz w ryzyku,

R