Reanimacja

Jeden z czytelników bloga (dziękuję Marcin) ostrzegł mnie o zamykaniu portalu blox.pl – w zasadzie w ostatnim momencie przed nieodwracalną utratą bloga …

Dzięki znajomym znajomych, udało się wygarnąć zasoby tuż zanim załoga IT Agory – jak mi to przekazano – „zaorała serwer” i przerzucić je tutaj. Blog wygląda prowizorycznie, historyczne linki do własnych wpisów przekierowują w kosmos (choć ręcznie da się odtworzyć i odnaleźć właściwy wpis) ale dziesięć lat pisaniny nie poszło na marne.

Obrazem czarnego łabędzia (Cygnus atratus) w nagłówku wracam do źródeł risk managementu: skupić się na tym, co może zabić i co nie jest oczywiste – innym nie przyjdzie do głowy.

Nie zmieniłem swojego poglądu, że miejscami zarządzanie ryzykiem zeszło na manowce, jednak los zesłał mi zadanie zarządzania ryzykiem w interesującym projekcie stanowiącym nie lada wyzwanie i umożliwiającym pracę ze świetną ekipą. Nie potrafię się oprzeć takim okazjom więc założyłem stary mundur risk managera, pozdzierałem z niego wszystko co niepraktyczne, poprzyszywałem to co dyktują własne przemyślenia i jestem znów w grze.

Największe braki sprawowania funkcji risk managera – odizolowanie od żyjącej, operacyjnej części przedsiębiorstwa – nadrabiam sprawowaniem równolegle dwóch innych funkcji. To działa i wydaje się być jedyną sensowną przyszłością risk managerów.

Tym co odróżnia pracę risk managera w obecnym środowisku projektowym to niespotykana w spółkach przemysłowych dynamika progresu, powodująca, że nie tylko sam rejestr ryzyka i działania zaradcze zmieniają się z tygodnia na tydzień, co zręby i założenia systemu zarządzania ryzykiem są strukturą niestabilną, dynamiczną. Jakie wyzwania to stawia i jak sobie z nimi radzić napiszę – mam nadzieję – niebawem.

Wasz w ryzyku,
R

Dużo literek i japońskich wyrazów

TWI, VSM, 5S, A3, SIPOC, TPM, SMED, Ishikawa, Kanban, Kaizen, Poka-Yoke …

O każdym z osobna napisano kilka książek, a wszystkie wzięte razem i wsparte (a jakże) „innym” stylem zarządczym (lean leadership) dają dyscyplinę Lean Management. Studiując przez rok Lean Management na studiach podyplomowych w Wyższej Szkole Bankowej słuchałem, eksperymentowałem i rzecz jasna porównywałem z zarządzaniem ryzykiem. Może mniej tajemnicza niż ERM, ciut mniej elitarna, ale o ile bardziej rzeczowa i dodająca wartość dyscyplina! 

Tam, gdzie ERM dało się skrępować normami, stałymi kanonami – Lean Management pozostało dość umownym zbiorem narzędzi, technik i zasad biznesowych i zarządczych, które lean manager może dość swobodnie wykorzystywać, łączyć lub selektywnie wybierać – co mi się niezmiernie podoba. Studia pozostawiają mnie w ulubionym dla mojego umysłu stanie: uświadomionej niewiedzy, a nic bardziej niż ona nie motywuje do nauki i dalszego eksperymentowania. Sztuką samą w sobie jest właściwe dobranie kolejności, w jakiej określona firma nieefektywna powinna przechodzić przez kolejne przeobrażenia i narzędzia Lean Management w drodze do firmy efektywnej. 

I tu zaczynają się pewne podobieństwa do wdrażania ERM (i prawdopodobnie wielu innych inicjatyw biznesowych): każda firma jest inna, ta sama firma staje się inna po roku, dlatego jej ścieżka poprawy w kierunku lean będzie z pewnością jedyna i unikalna. Drugie podobieństwo, to te same trudności i przeszkody we wdrażaniu zmian, wynikające z natury ludzkiej i pierwotnej nieufności do nowego, oporu w stosunku do zmiany. Zapewne będą działały te same techniki i zasady, które pomagały mi przełamywać nieufność managementu do zarządzania ryzykiem.

Wasz w ryzyku

R

Rozglądam się po Europie …

Po powrocie do kraju rozglądam się trochę za nową rzeczywistością dobrych zmian, zarządzanie ryzykiem pozostawiając za sobą, bez zbędnego oglądania się za siebie.

Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej w naszej rzeczywistości gospodarczej, w których za ryzyko brały się spółki skarbu państwa i spółki giełdowe, ręka w rękę z psujami z rodziny Deloite, E&Y, KPMG i PWC, zarządzanie ryzykiem jest w fazie schyłkowej i zostało uśmiercone zanim na dobre się rozwinęło.

Przytoczę słowa Alexa z Rosji, który zadał sobie trud i coś na ten temat skrobnął …

Instead of being pragmatic, simple and focused on making money, risk management moved into the „land of buzz-words”.  If you are reading this and thinking: „Hold on, Alex, risk velocity is important, organisations should be risk resilient, risk management is about both opportunities and risks, risk appetite, capacity and tollerances should be quantified and discussed at the Board level and inherent risk is useful.” Congratulations! You may have lost touch with business reality and could be contributing to the problem. 

Tymczasem coraz bardziej przekonuję się do wartości biznesowej całego zestawu praktyk Lean Management, Continuous Improvement, Change Management i (z umiarem!) Six Sigma …

Wasz w ryzyku

R

 

Duzo sie dzieje …

… kilkaset procent wiecej niz w ciagu dwoch ostatnich lat. Pasjonujacy biznes, trudny sector, firma rosnaca i zmieniajaca sie z szybkoscia swiatla a jednoczesnie uczaca sie siebie samej. Cos, co tygrysy lubia najbardziej.

Zanim wyrobie sobie poglad, o czym moge bezpiecznie pisac nie przekraczajac delikatnej granicy poufnosci, bedzie mozna obejrzec te nieziemskie pojazdy na zywo, w Warszawie, podczas Armoured Vehicles Eastern Europe conference.

Zmiana

Za dwa dni opuszczam obecna firmę – budującą platformy wiertnicze / produkcyjne oraz kładącą rury do transportu ropy na dnie morza. Firma jak firma – jej zmiana sama w sobie nie jest żadnym przełomem. Przełomem może się okazać zmiana sektora a tym bardziej zmiana obszaru biznesowego, któremu mam zamiar się teraz poświęcić.

Ten nowy obszar to business performance management, strategic performance czy jak kto chce to jeszcze nazwać. Czy zostawiam zarządzanie ryzykiem ? Niekoniecznie, będzie gdzieś z boku, jako element kilku systemów i inicjatyw zarządczych jakie przyjdzie mi integrować. Będę funkcjonował w strukturze CEO Office a tym samym posiadał bezpośredni wgląd we wszystkie krytyczne dla firmy inicjatywy – coś czego zawsze brakowało mi w zarządzaniu ryzykiem, zwykle traktowanym przez polskie zarządy po macoszemu.

Jaki sektor ? W zależności jak na to spojrzeć – motoryzacyjny lub obronny, albo jedno z drugim. Elementem decydującym o wyborze firmy był w dużym stopniu skład zespołu zarządzającego: były europejski minister obrony, były szef produkcji wiodącej europejskiej marki motoryzacyjnej, były szef finansów dużej niemieckiej firmy przemysłowej, zdaje się też jakiś Amerykanin … Mam nadzieję, że będzie się od kogo uczyć. No i produkt nietuzinkowy, choć z drugiej strony taki zwyczajny.

Jest wiele elementów wspólnych między przedsięwzięciem zarządzania ryzykiem a strategic performance management: rola zarządu, praca z ludźmi, zmienianie firmy, analityka, budowanie modeli szytych na miarę, od zera. Chciałbym wykorzystać jak najwięcej moich doświadczeń miękkich z zarządzania ryzykiem i zdobyć jak najwięcej doświadczeń twardych z tej nowej dyscypliny.

Jeśli zaczną pojawiać się wyzwania merytoryczne i menedżerskie o których warto pisać, są szanse że ten blog odżyje.

Wasz,

Ukryte podatki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Oficjalnie, oczywiscie zadnych podatkow nie bylo, nie ma i nie bedzie. Ale jesli podatek zdefiniowac jako przychod aparatu rzadzacego osiagany kosztem obywateli, badz mechanizm finansowania urzedow i jednostek rzadowych z portfeli obywateli, to z pewnoscia takie mechanizmy tu sa i to o wiele skuteczniejsze niz w Europie, gdzie od placenia podatkow mozna sie uchylac. Tutaj wspolfinansowanie jednostek rzadowych jest nieuchronne.

Sa tutaj dwie kategorie platnikow tychze „podatkow”: uprzywilejowani obywale – Emiratczycy (sami o sobie mowia Emaraty) oraz nieuprzywilejowani ekspaci. Emiratczycy sa uprzywilejowani z kilku wzgledow, te najbardziej zauwazalne to emerytura oraz finansowanie edukacji przez rzad.

Relacje w obszarze rzadzenia krajem czy emiratami sa dosc egzotyczne. Szejkowie (rodzina rzadzaca) sa z jednej strony osobami prywatnymi, z drugiej pelnia role ministerialne i rzadowe (zarzadzaja emiratem i aparatem panstwowym) a ponadto sa wlascicielami najwiekszych spolek panstwowych (ropa i nieruchomosci). I tu trudno powiedziec czy sa wlascicielami jako ministerstwa czy jako majetne osoby prywatne, choc wlasciwie to bez znaczenia, efekt ten sam – maja pelnie wladzy ustawodawczej i wykonawczej w jednych rekach. Innymi slowy – nie, nie jest to struktura demokratyczna w rozumieniu europejskim, mimo ze wystepuja formalnie podobne struktury.

Struktury rzadowe sa finansowane z kieszeni podatnikow na kilka sposobow, niektore z nich sa dosc finezyjne. Omowie kilka tylko najbardziej ewidentnych.

Dokumenty, certyfikaty i pozwolenia
Dowod osobisty, prawo jazdy, badania lekarskie wymagane do otrzymania wizy rezydenckiej, roznego rodzaju urzedowe swiadectwa – wszystko kosztuje. Oczywiscie w Polsce tez wnosimy oplate skarbowa, ale mowa o zupelnie innych kwotach – nie chodzi o kilkanascie-kilkadziesiat zlotych, lecz kilkaset czy wrecz tysiace. Przykladowo, ilosc odplatnych formalnosci, certyfikatow, tlumaczen, pieczatek zwiazanych z umieszczeniem dziecka w szkole idzie juz w tysiace.

Podatek drogowy
Oczywiscie z nazwy nie ma niczego takiego ale sa … fotoradary. W Abu Dhabi co 1-2 kilometry, w Dubaju co kilkaset metrow. Biorac pod uwage obowiazujacy tu styl jazdy uzyskanie fotografii przynajmniej raz w miesiacu jest nieuniknione. Po zrobieniu zdjecia przez fotoradar, automatycznie zostaje rozpoznany numer rejestracyjny pojazdu oraz jego wlasciciel i mandat zostaje automatycznie ulokowany na koncie wlasciciela samochodu. Nie ma odwolan, nie ma wyjatkow, klamka zapadla. I co gorsza – jesli delikwent nie jest zarejestrowany na portalu policyjnym w usludze automatycznego powiadamiania, nie ma nawet pojecia ze dostal obciazenie na swoj rachunek.
Ale spokojnie, najpozniej kiedy sie dowie to podczas corocznego obowiazkowego odnowienia rejestracji samochodu (bez ktorej nie wolno nim jezdzic). Zeby jej dokonac, wymagane sa: kontrola techniczna, wykupienie / odnowienie ubezpieczenia oraz …. yes ! Zaplacenie zaleglych mandatow, ktore grzecznie czekaja w systemie policyjnym obejmujacym wszystkie emiraty.
Jeden mandat za przekroczenie marginesu predkosci (zaledwie o 1-9 km/h) wynosi od okolo 250 do 500 zl, w zaleznosci od emiratu. Jesli dajmy na to jedziemy przez Dubaj i spieszymy sie, przekraczajac wszedzie predkosc o powiedzmy 3 km/h powyzej dozwolonego marginesu, to na odcinku ok 60 km (dlugosc Dubaju) zlapiemy teoretycznie 120 kamer, razy powiedzmy 300 zl, daje to w ciagu godziny obciazenie rzedu 36 tys zlociszy. Niemozliwe ? Alez oczywiscie ze tak. Wlasciciele zbyt ciezkiej stopy niekiedy wrecz porzucali wypasione samochody bo roczne mandaty przekraczaly wartosc samochodu. Piekne, prawda ?

Platna szkola 
Jedynie szkoly dla Emiratczykow sa finansowane przez rzad. Nawiasem – rowniez studia zagraniczne w topowych uczelniach miedzynarodowych, jesli oczywiscie mlody Emiratczyk nie bedzie smierdzacym leniem i sie tam dostanie. Ekspaci musza za nie placic sami. Ile ? No wlasnie, za jedno dziecko ok 40-75 tys Dirhamow rocznie (34-64 tys zl). Trojka dzieci to wydatek ok 160 tys plus kolejne 20 tys na autobusy i inne drobiazgi. Jasne, ze to nie podatek, ale jego odwrocona funkcja. W Polsce nie place za szkole tylko placi za nia budzet panstwa – ale z moich podatkow, tutaj odbywa sie to bezposrednio z mojej kieszeni z ominieciem konta bakowego ministerstwa edukacji.

Parkowanie i kary parkingowe
Jedna z rzadowych firm w Abu Dhabi ma monopol na zarzadzanie powierzchnia parkingowa w miescie i czerpanie z tego zyskow. Uprawiaja polityke Janosika – „my nie musimy zapewnic ci miejsca parkingowego, ale ty musisz nam i tak zaplacic”. W sytuacji, kiedy w centrum miasta na jedno miejsce parkingowe przypada pewnie z siedemnascie milionow samochodow, bezwglednie i restrykcyjnie mandatuja za „nieprawidlowe” parkowanie. Taka anegdota: kiedys zostawilem samochod w zatoczce autobusowej zeby wyskoczyc odebrac kolege sprzed hotelu, i po 90 sekundach znalazlem za wycieraczka mandat na … 1000 dirhamow (850 zl). Oczywiscie odwolanie zostalo „uziemione”, z szejkiem (wlascicielem firmy) nie wygrasz.

W sferze biznesu rowniez funkcjonuja rzadowe spolki-monopolisci obslugujacy kluczowe sfery biznesowe. Dobrym przykladem sa roboty ziemne. Jesli jakakolwiek firma deweloperska, drogowa czy budowlana chce rozpoczac budowe, nie obedzie sie bez kosztownych robot ziemnych. Moze je wykonac wylacznie firma panstwowa. A skoro jest monopolista, moze w sposob zupelnie dowolny ustalac ceny swoich uslug. Marże beda wiec blizsze 90% niz 9% ….

Witajcie w swiecie bez podatkow 🙂

Wasz w Emiratach,

Budowa elektrowni w Omanie ….

Parę dni temu na portalu gospodarczym wyczytałem informację, że „Wärtsilä dostarczy elektrownię 120 MW do Omanu”, a konkretnie na półwyspie Musandam. Fakt, że to na półwyspie Musandam diametralnie zmienia sytuację, również pod kątem ryzyka.

Cała wschodnia część półwyspu Arabskiego jest niemiłosiernie wymieszana jeśli chodzi o granice polityczne poszczególnych siedmiu emiratów ZEA oraz Sułtanatu Omanu. Pomijając zawiłości samych Emiratów, odzwierciedlające historyczne rozproszenie i wędrówki plemienne, Oman będący ogromnym krajem ma swój „cypelek” na samej północy oddzielony od reszty kraju:

oman

Dlatego elektrownia, mająca obsłużyć ten „cypelek” ma rolę strategiczną, gdyż b ędzie miała zapewniać niezależność energetyczną tego wyizolowanego obszaru.

Sytuację utrudnia fakt, że ten cypelek jest bardzo górzysty i dziki:

Musandam

To okolica, w która jeździ się z Emiratów albo w góry, albo ponurkować wzdłuż wybrzeża lub odbyć rejs na stateczkach morskich. W górach prawie nie ma dróg, sa bardzo niedostępne dla pojazdów innych niż offroad:

wadi 1

wadi 2

Obszar – pod kątem realizowania inwestycji – jest zasadniczo dostępny tylko z morza, ale linia brzegowa wcale nie jest bardziej przyjazna:

musandam 1

Musandam 2

Tylko sporadycznie są na niej wypłaszczenia na której zmieści się rybacka osada lub kilka namiotów …

Musandam 3

Budowa będzie się odbywała w partyzanckich warunkach – z ogromnymi utrudnieniami jeśli chodzi o zaopatrzenie i transport elementów konstrukcyjnych. Malutki port Al Khasab zapewne nie jest przygotowany do obsługi dużych jednostek transportu morskiego, najbliżej jest pewnie Ras Al Khaimah lub Fujairah – oba porty w Emiratach, oddalone o około 100 km drogi przez strome góry.

Ponadto jest kilka kwestii polityczno-kulturowych:

  • mogą wystąpić bardzo duże ograniczenia w wykonywaniu pracy na miejscu przez nie-omańczyków (istnieją pewne zaostrzone limity pracowników zagranicznych jakich można sprowadzić, a samo uzyskiwanie zezwoleń może potrwać wiele miesięcy wcale nie gwarantując pozytywnego wyniku)
  • lokalny „etos pracy” jest bardzo odległy od skandynawskiego lub polskiego; chodzi o godziny pracy, zupełnie inne znaczenie słowa „pilne” (zasadniczo nie ma takiego słowa) i ogólny prak presji na wynik lub terminowość.

W artykule nie doczytałem się, czy elektrownię ma stawiać Wärtsilä w Polsce czy fińska spółka matka – niezależnie od tego czekają tu Was panowie wyzwania. Emiracki oddział spółki co prawda istnieje, ale liczy sobie jedynie 400 osób więc pewnie nie będzie grał głównych skrzypiec.

Tak czy inaczej – trzymam kciuki …

Wasz w ryzyku,

Arabic Coffee

Dzisiaj otrzymalem specjalny, japoński dzbanek (termos) do kawy i produkty, z ktorych mozna przygotowac kawe arabska.

W firmie jest bardzo rozbudowany serwis dla pracownikow – na telefon serwuje sie kilka rodzajow  herbaty (czarna, mietowa, zielona, jasminowa, zielona z lisciem miety …) i kawy we wszystkich kombinacjach. Jednak jedynie dla wybranych (kadra zarzadcza), oczywiscie Emiratczykow, firma zakupila specjalne, indywidualne (osobiste) zestawy do przyrzadzania i podawania kawy arabskiej. Pije sie ja w malutkich filizankach i nalewa ze specjalnych dzbankow.

Moj zestaw to prezent od kolegi z pracy nie otrzymalem go z firmy. Wraz z zestawem otrzymalem instrukcje – przepis na kawe. Podaje go nizej.

Skladniki:

  • dobra kawa mielona (ja otrzymalem kawe Maison Maatouk z Nikaragui)
  • nasiona kardamonu w łupinkach
  • mieszanka przypraw do kawy na bazie zmielonego drzewa rozanego (z Arabii Saudyjskiej)
  • szafran.

Do garnka nalac 4-5 szklanek wody i doprowadzic do wrzenia. Zmniejszyc gaz i wsypac 5 kopiastych lyzek stolowych kawy oraz zawartosc z 5 lupinek kardamonu (czarno – brazowe kuleczki). Gotowac 5-10 minut. Zagotowany plyn wlac do dzbanka (termosu) koniecznie przefiltrowujac. Dodac pol lyzeczki saudyjskiej przyprawy rozanej, 5-7 rozkruszonych nasion kardamonu i kilka wlokien szafranu. Odstawic zakrecony termos na 10 minut.

arabic coffee

W mojej ulubionej lokalnej cukierni, gdzie nawet o północy mozna kupic przepyszne arabskie ciasta, podaja wlasnie taka kawe.

Smacznego 🙂
Wasz w Emiratach,
R