Koniec Business Insurance Europe

W ostatnim (dosłownie) numerze Business Insurance Europe możemy przeczytać, że „Business Insurance Europe has ceased publication as a result of the challenging advertising environment for media companies, which is occurring amidst unprecedented deterioration in the global financial and insurance markets.”

Szkoda – BIE było bardzo dobrą, amerykańska przeciwwagą do brytyjskiego Strategic Risk. To drugie jest miesięcznikiem, nastawionym bardziej na opracowania i teksty tematyczne z bardzo silnie odczuwalną nutką brytyjskiej flegmy.

BIE natomiast było dwutygodnikiem – wydawnictwem „szybkim”, typowo amerykańskim, bardziej newsowym. Szybkość BIE polegała na przykład na tym, że to co znalazło się w e-mailu jaki wysyłałem w odpowiedzi na pytania Ricka Millera (redaktor MIE), bardzo szybko pojawiało się w druku, a jeszcze szybciej online.

Tej amerykańskiej bezkompromisowej szybkości będzie nam w Europie brakować.

Czarny Łabędź (Black Swan) Nassima Taleba

Od tygodnia zmagam się z książką Nassima Taleba pod tytułem Black Swan (Czarny Łabędź). Jak ją pokonam (psychologia biznesu, historia wiedzy i filozofia przedstawiana w języku angielskim obfitują w wyzwania, szczególnie kiedy czytelnik z założenia nie sięga po słownik) – to z pewnością podzielę się refleksjami.

Co to jest Czarny Łabędź ? To zjawisko niezwykle mało prawdopodobne, przez naszą ułomność dodatkowo dla nas niespodziewane a którego wystąpienie ma dużą siłę niszczącą. Nassim Taleb nie pisze w tej książce o finansach lecz o psychologii, historii wiedzy, filozofii i mechanizmach powodujących, że nie chcemy zauważać zjawisk mało prawdopodobnych i niszczących. Pisze o Ekstremistanie i Średniostanie, pokazuje gdzie rosną Czarne Łabędzie, dowodzi, że "brak dowodu na istnienie Czarnego Łabędzia" to nie to samo co "dowód na brak istnienia Czarnego Łabędzia". Ze sposobu pisania możemy się domyślać, że Nassim Taleb nie cierpi bankowców i finansistów, szydzi z Francuzów i ma sceptyczną postawę wobec wartości odkryć i tez naukowo udowodnionych.

Taleb sam o zjawisku Black Swan: (film 20 min)

Autor, podczas tegorocznego Davos, dość dosadnie i z pasją wyraził swoją opinie na temat
odpowiedzialności zarządzających bankami za obecną zapaść gospodarczą:
"They rigged the game. We pay them for their profits, there is no clawback so their incentive is to hide the risk they are taking.(…) I want them poor and they deserve to be poor.You can’t have capitalism without punishment.(…) People like Robert Rubin, who received over $100 million serving as chairman of New York-based Citigroup Inc.’s executive committee, need to be punished for their failure to understand the risks their institutions were taking (..) unless Rubin and others like him are made to mandatorily return their bonuses or are given some other punishment, the system that regrettably emerges is one – in which it’s the worst of capitalism and socialism, a situation in which profits were privatized and losses were socialized. We taxpayers have the worst."

Więcej o zjawisku Czarnego Łabędzia w kontekście obecnego kryzysu w tej wypowiedzi.

17.04.09
Zgodnie z obietnicą, więcej o tej książce piszę tutaj.

Niezależna recenzja tej książki jest dostępna tutaj.

Sabat risk managerów

W dniach 21-22 kwietnia w Warszawie odbędzie się doroczna Konferencja Polrisk – w tym roku pod hasłem "Zarządzanie Ryzykiem Korporacyjnym z perspektywy interesariuszy – dziś oraz w przyszłości"

Co samo Stowarzyszenie pisze o planach dotyczących tegorocznej konferencji ? "Do projektu zaprosiliśmy gościa specjalnego Pana Toma Petersa, FERMA, Ministerstwo Finansów, Związek Banków Polskich, Komisję Nadzoru Finansowego, Giełdę Papierów Wartościowych, Fundację Polski Instytut Dyrektorów, agencje ratingowe Standard & Poor?s, Fitch oraz przedstawicieli następujcych firm: Deloitte, Ernst & Young, Grant Thornton Frckowiak, American Appraisal, SAS Institute, AXA, AON, Marsh, British Standards Institute, Det Norske Veritas."
 
Do tej pory moje osobiste kontakty służyły w Polrisk do ściągania w charakterze prelegentów topowych praktyków i guru zarządzania ryzykiem z całego prawie świata – nie było drugiej imprezy w Polsce, która gromadziłaby takie sławy i ekspertów risk managementu w jednym miejscu. W tym roku zarząd Polrisk sięgnął po bardziej polskie zasoby. Będzie to ciekawy test jaką ilość wiedzy już wchłonął polski rynek i czy doświadczenia polskich konsultantów są już wystarczające do samodzielnego budowania polskiego modelu (praktyki) ERM.

Tematy jakie są zapowiadane, to:

  • Miejsce i rola risk managementu oraz risk managera w firmie.
  • Szacowanie pozornie nieuchwytnego skutku i prawdopodobieństwa. Ocena ryzyka w warunkach ograniczonych informacji.
  • Ubezpieczenia: kredytu, D&O (czyżby odreagowanie kryzysu ?) oraz ryzyka związanego z outsourcingiem.
  • Zarządzanie kryzysowe, BCM, Disaster Recovery.
  • Systemy wspomagające ERM w firmach, ich wdrożenia i czynniki sukcesu.
  • Wiarygodność zarządów – działanie na szkodę spółki, ocena kompetencji.
  • Panel dyskusyjny: Jaki standard zarządzania ryzykiem korporacyjnym powinny przyjąć polskie przedsiębiorstwa ?

Zapraszam i namawiam do tej uczty intelektualnej risk managera – więcej informacji na stronie Polrisk.

ERM w firmach ubezpieczeniowych

Kryzys finansowy zepchnął dyskusję nt Solvency II na drugi plan. Być może dobrze się stało, gdyż w ten sposób środowiska ubezpieczeniowe mają teraz czas na wyciągnięcie wniosków ze słabości w implementacji idei Bazylei II w systemach bankowych.

Niedawno natrafiłem na bardzo ciekawą prezentację Pana Cezarego Świerszcza z firmy Ernst & Young, datowaną na koniec grudnia 2008, skierowaną do firm ubezpieczeniowych i dotyczącą zarządzania ryzykiem korporacyjnym w firmach ubezpieczeniowych. Ciekawą dlatego, bo widać w niej, że przynajmniej E&Y wyciąga wnioski z niefrasobliwości bankowców i próbuje zwracać uwagę na słabe strony ERM w instytucjach finansowych: mała rola CRO, niejasny (nieustalony) apetyt na ryzyko, zbyt słaby reżim oceny ryzyka na poziomie operacyjnym (underwritingu), nieagregowanie ryzyk, zbytnie ufanie ocenom ratingowym, niedoinformowanie zarządów nt. podejmowanych ryzyk i brak ich udziału w decydowaniu o podejmowanych ryzykach.

A oto, jak wg badań E&Y wygląda stan zaawansowania systemów ERM w firmach ubezpieczeniowych:

Moim zdaniem respondenci E&Y byli zbytnimi optymistami, lub też pytania zostały zadane jedynie śmietance ubezpieczeniowej, gdyż z pewnością odpowiedzi (np. 93% towarzystw ubezpieczeniowych uprawia ERM) nie odzwierciedlają rzeczywistości.

Przedstawiona przez E&Y kategoryzacja ryzyk jest tyleż rozbudowana i zaawansowana, co nieużyteczna, gdyż kategorie ryzyk są zbyt ogólne (generyczne) aby mogły cokolwiek wnosić – mogą jedynie stanowić wstępną "ściągę" przy identyfikacji ryzyk. Zresztą poza jednym wyjątkiem (model autorski Paula Hopkina, o którym wspominam tutaj), żadna z kategoryzacji ryzyk z którymi się spotkałem nie wnosi nic znaczącego do samego procesu identyfikacji, szacowania i minimalizacji ryzyk. Z tych samych przyczyn szybko przewertowałem kolejne skomplikowane rysunki pokazujące złożone struktury ERM (wszystkie duże firmy konsultingowe lubują się w skomplikowanych strukturach) i zatrzymałem się na rozdziale poświęconym kwantyfikacji ryzyk.

Interesuje mnie to szczególnie, bo Bazylea II pokazała, że tutaj tkwi główna słabość wszystkich norm i dobrych praktyk każących zarządzać ryzykiem posługując się wyłącznie lub głównie w oparciu o modele matematyczne (finansowe), a tworzenie takich modeli jest najbardziej niepokojącą mnie cechą wspólną jeszcze nie narodzonego Solwency II i skompromitowanej już Bazylei II. Mniej niepokoją mnie same modele a bardziej ich zamknięty i statyczny charakter oraz ich  monopol na "przepowiadanie ryzyka". Kryzys dobitnie pokazał, że sprawdzają się one jedynie w obsłudze ryzyk powtarzalnych i dobrze poznanych (tych z prawej połówki mapy ryzyka), natomiast kompletnie nie przystają do rzeczywistości jeśli chodzi o ryzyka z lewej połówki mapy ryzyka – tzw "Czarne Łabędzie".

W części prezentacji E&Y poświęconej kwantyfikacji spotkał mnie spory zawód – mowa jedynie o ogólnikach i analizie historycznej szkodowości. A gdzie miejsce na wspomniane "Czarne Łabędzie" i tzw. "unknown unknowns" ? I tak dobrze, że E&Y lojalnie uprzedza o tej słabości proponowanego podejścia, która rzutuje na wiarygodność całościowej oceny ekspozycji firmy ubezpieczeniowej na ryzyka. Dalej opisywana metoda scenariuszowa chociaż częściowo będzie mogła poradzić sobie z "Czarnymi Łabędziami", pod warunkiem, że ubezpieczyciel bedzie miał dostateczny dostęp do wiedzy eksperckiej. A oto, jakie kluczowe ryzyka dla ubezpieczycieli na dzisiaj cytuje za brytyjskim FSA prezentacja E&Y:

Bardzo spodobało mi się rozróżnienie pojęć "pojemności na ryzyko" i "apetytu na ryzyko", które nie są łatwe do przyswojenia i ciągle u nas mylone:

Osobiście zamieniłbym jedynie
– "wolę akceptacji ryzyka" na "chęć podejmowania (dobrego) ryzyka" oraz
– dodał jako osobną pozycję "tolerancję na ryzyko" właśnie tłumaczoną jako "wolę akceptacji (złego) ryzyka".
To pierwsze mogłoby być w obszarze produktów/sprzedaży określone np. zasadą: zaczynamy ubezpieczać sklepy jubilerskie i przewozy gotówki pod warunkiem spełnienia standardów bezpieczeństwa, drugie na przykład: interesuje nas ryzyko majątkowe w branży energetycznej pod warunkiem, że PML przekracza 10 mln PLN.

Również bardzo cenne jest podkreślenie, że warstwa operacyjna managementu powinna się koncentrować na minimalizowaniu ryzyka (E&Y określa to "zarządzaniem ryzykiem") a warstwa strategiczna managementu na jego podejmowaniu (znów E&Y nie nazywa tego po imieniu, lecz określa jako "maksymalizowanie wartości").

Podsumowując: bardzo ciekawa, nowoczesna i holistyczna wizja ERM w firmach ubezpieczeniowych. Jedyny niedosyt jest spowodowany brakiem szczegółów i konkretnych rozwiązań, przykładów. Brakuje mi tu również propozycji lub chociażby otwarcia dyskusji na temat relacji pomiędzy wymogami dojrzałego systemu ERM, jaki np. rysuje się w nowym ISO 31000, a wymogami kapitałowymi Solvency II. Czy to ostatnie ma stanowić podstawę do rozwinięcia w kompletny system ERM w organizacjach ubezpieczeniowych ? Czy też ma spełniać funkcję podobną jaką spełnia Bazylea II – jedynie narzędziowo-kontrolną, bez ambicji wpływania na kulturę zarządczą i sposób podejmowania decyzji strategicznych ?

Wydaje się, że duże firmy konsultingowe mające unikalną okazję przyjrzenia się wielu różnym towarzystwom ubezpieczeniowym, w różnych aspektach podejmowania przez nie ryzyka i na różnych rynkach, są najbardziej predysponowane do uświadomienia nam olbrzymiej szansy, jaką może być Solvency II, którą możemy łatwo zaprzepaścić. Porażka systemu finansowo-inwestycyjnego powinna być dla towarzystw ubezpieczeniowych wystarczającym bodźcem do wykorzystania tej szansy. A dla konsultantów – jak E&Y – sprawdzianem, czy należycie odrobili lekcje.

AIG na deskach – i co dalej ?

Największe banki i instytucje finansowe pokazały, że nie potrafią sobie poradzić ze skutkami globalnego czy sieciowego charakteru systemu finansowego – zapaść jednego lub kilku graczy pociągnęła za sobą zapaść większości uczestników tego systemu, a dalej ich klientów.

Czy światowy sektor (system) ubezpieczeniowy – również funkcjonujący jak globalna sieć naczyń połączonych – jest lepiej w stanie poradzić sobie ze swoją sieciowością ? Wydaje się, że najbardziej znane katastrofy jak atak terrorystyczny na WTC, huragan Kathrina czy inne kumulujące się katastrofy naturalne nie zachwiały tak poważnie zdolnością (pojemnością) kapitałową runku ubezpieczeniowego. Tutaj można przeczytać jaki jest mechanizm rozpraszania ekspozycji na ryzyko i dużych strat na rynku ubezpieczeniowym.

Ale to jednak pozory. WTC kosztowało światowych ubezpieczycieli w sumie nie więcej niż 40 mld USD, Kathrina kosztowała ich w sumie około 60 mld USD (wg raportu Congressional Research Service dla amerykańskiego Kongresu). Sezon huraganowy 2004 wg tego samego raportu przyniósł straty rzędu 40 mld USD. Z kolei wg raportu amerykańskiego stowarzyszenia risk managerów RIMS, kryzys kredytowy w USA wymagał do tej pory (grudzień 2008) wpompowania 8 bilionów USD (8’000’000’000’000 USD), a więc mówimy o zjawiskach na znacznie większą skalę, niż największe katastrofy naturalne jakie do tej pory musiał finansować rynek ubezpieczeniowy.

Ubezpieczyciele powinni być mistrzami w radzeniu sobie z ryzykiem, z którego w końcu żyją. Czy światowy sektor ubezpieczeniowy rzeczywiście jest przygotowany na przyjęcie i finansowanie dużych (globalnych) ryzyk ? Proszę spojrzeć na przykład na obecną sytuację AIG, które po ogłoszeniu straty za IV kwartał 2008 w rekordowej wysokości 60 mld USD, dającą w sumie straty związane z kryzysem kredytowym na poziomie o ile pamiętam 150 mld USD, leży już na deskach – nie jest w stanie samodzielnie kontynuować działalności. Inni giganci ubezpieczeń – XL, Swiss Re też weszli w stan zapaści. Co dalej ?

Twarz mordercy

Powinien się w tym miejscu pojawić fachowy tekst nt ubezpieczeń "kidnap & ransom" i specjalistycznych firm, które wyciągają zakładników (wg mojej wiedzy są na świecie dostępne cztery takie pary ubezpieczyciel – firma konsultingowa), ale już na to za późno. Ten blog to nie miejsce na tekst jaki znajduje się niżej, jednak nie mogłem nie wyrazić swojego zdania.

To co widać poniżej to twarz bydlaka, który stoi za mordem dokonanym na naszym Rodaku. To zwierzę nazywa się Baitullah Mehsud i jest kacykiem pakistańskiej bojówki ekstremistycznej o nazwie Tehreek-e-Taliban.

Baitullah Mehsud

Niebawem pewnie będzie dostępny w internecie film pokazujący to, co talibowie nazywają jakoby "ścięciem", a medycy dekapitacją Polaka. Apeluję, żeby przez wzgląd na naszego Rodaka oraz zwykłą przyzwoitość nie oglądać tego filmu, gdyż jego obejrzenie będzie po myśli tych bezmyślnych bydląt, które doprowadziły do mordu. Wiem, że wewnętrzna presja żeby jednak obejrzeć będzie silna, lecz zapewniam, że po jego obejrzeniu pozostanie jedynie żal i szok bezsilności. To co talibskie bestie nazywają "ścięciem" nie trwa krótko jak błysk topora, lecz jest długim, niezdarnym i prymitywnym odrzynaniem głowy za pomocą zwykłego, dużego noża. Film trwa 7 minut. W ten sposób zarzynano europejczyków uprowadzonych w Iraku. Zwierzęta prowadzone w Polsce do uboju zwykle tracą życie godniej.

Baitullah MehsudList gończy, nagroda za wskazanie zabójców – to gesty bardzo szlachetne i praworządne, ale jedynie gesty. Brakuje języka zrozumiałego dla terrorystów, języka białe-czarne, życie-śmierć. Potrzeba skuteczności, a nie gestów. Tych wszystkich talibów, uwolnienia których domagali się zabójcy, powinno się skazać w trybie natychmiastowym, na wyroki na jakie zasługują – oby na wyroki śmierci. Pierwszy wyrok śmierci powinno się wykonać natychmiast. Jeśli pakistańskie prawo to przewiduje, powinien zostać wykonany przez "ścięcie". Całej społeczności talibów powinno się wyznaczyć 24 godziny na wyłapanie we własnym gronie zabójców i dostarczenie ich policji pakistańskiej. Po 24 godzinach powinno się wykonać egzekucję kolejnego skazanego. Aż do skutku lub do ostatniego skazanego.

AIRMIC – Doskonałość w obsłudze szkód ubezpieczeniowych

Ostatnie wydanie Business Insurance Europe informuje o zakończeniu prac wstępnych do projektu AIRMIC rozpoczętego prawie dwa lata temu. Menedżerowie ryzyka w Anglii postanowili zbadać, jak wygląda sprawność towarzystw ubezpieczeniowych jeśli chodzi o tempo wypłacania szkód i jakość procesów obsługi szkód. Owocem prac jest opublikowany właśnie przewodnik pt „Delivering Excellence in Insurance Claims Handling”. Metodologia przewodnika opiera się na kilku kluczowych elementach, które można tłumaczyć skrótem CROP (Culture, Resources, Operations and Procedures), tym samym znacznie wykracza poza podstawowy zestaw KPI. Widać tutaj bezspornie rękę Paula Hopkina, Dyrektora Technicznego AIRMIC, który ma upodobanie do praktycznych skrótów.

Większość dojrzałych firm korzystających z usług ubezpieczycieli ocenia ich nie z perspektywy ceny (jak to się dzieje w Polsce), ale z perspektywy stabilności finansowej i ratingów* oraz przede wszystkim z perspektywy sprawności towarzystw jeśli chodzi o wypłatę odszkodowań. W końcu nic w tym dziwnego – łatwo zainkasować składkę na początku roku, a znacznie trudniej równie szybko wypłacić należne odszkodowania w trakcie trwania roku ubezpieczeniowego. Czas to pieniądz, pieniądz to czas. Twórcy przewodnika, piszą wręcz, że „wypłata należnych odszkodowań stanowi wypełnienie obietnicy, będącej sednem umowy ubezpieczenia„.

Przewodnik ujrzał światło dzienne w szczególnie krytycznym momencie – kryzysowych realiów biznesowych. Realia te powodują, że z jednej strony firmy będą bardziej skłonne do zgłaszania i egzekwowania swoich roszczeń, trudniej będzie im łatać chwilowe „poszkodowe” problemy z płynnością krótkoterminowymi kredytami (bo te nie są już łatwo osiągalne), a z drugiej strony ubezpieczycielom, wciąż liczącym straty po ubezpieczeniach toksycznych kredytów, trudniej będzie rozstać się z pieniążkami. W tym okresie waga obiektywnego rozpatrywania szkód i szybkiej wypłaty szkód należnych jest bezsporna.

Przewodnik jest tak skonstruowany, że może służyć zarówno ubezpieczycielom i brokerom (do ulepszenia własnej praktyki) jak i ubezpieczonym, do zweryfikowania jakości praktyk u swojego ubezpieczyciela. Będzie również cennym materiałem dla dużych firm, polegających na wysokich udziałach własnych i posiadających własne rozbudowane służby likwidacji szkód. Przewodnik jest dostępny nieodpłatnie tutaj.

* Ostatni kryzys obnażył niejednokrotnie niską wartość ocen ratingowych, o czym pisałem tutaj

Country Risk Manager (Krajowy Menedżer Ryzyka)

Koncepcja Country Risk Officer pojawiła się w roku 2007 w raporcie Global Risk 2007 sporządzonym przez Global Risk Network. Wątek dojrzał w raporcie Global Risk 2008 i jest dalej rozwijany w ostatnim raporcie dot roku 2009, o którym niedawno pisałem.

Stwierdzono, że skoro globalne korporacje potrzebują risk managera aby zapanować nad zmiennością samych firm i coraz bardziej wymagającego otoczenia, tym bardziej takiego risk managera potrzebują kraje i ich gospodarki. Na czym miałaby polegać rola Country Risk Managera ?

Otóż na pewno nie na bezpośrednim zarządzaniu ryzykiem – tj na podejmowaniu decyzji, inwestycji, działalności ustawodawczej itp. Jego zadanie miałoby polegać głównie na koordynacji i komunikacji. Zwykle poszczególne resorty oddzielnie postrzegają pewne zagrożenia, oceniają je i podejmują – lub nie – działania zaradcze, inwestycyjne lub inicjatywy ustawodawcze. Bardzo często nie ma dostatecznej komunikacji na temat ryzyk w poziomie (pomiędzy resortami) oraz w pionie (pomiędzy szczeblami hierarchii urzędniczej). Przekłada się to na nieefektywne wykorzystanie zasobów związane z próbami minimalizacji i kontrolowania ryzyka, oraz z niską skutecznością tych nie w pełni skoordynowanych działań.

Jaka jest rola rządów w zarządzaniu ryzykiem ? Poczwórna:

  • działanie (identyfikacja i diagnozowanie ryzyka, próba jego kontroli oraz planowanie kryzysowe)
  • regulowanie (działalność ustawodawcza mająca funkcje prewencyjne oraz minimalizujące skutek ew zagrożeń)
  • ciągłość ekonomiczna (utrzymanie np. rezerw finansowych lub energetycznych)
  • ubezpieczenie (rola ubezpieczyciela lub gwaranta ostatniej szansy).

Jakie korzyści Państwo miałoby z wprowadzenia roli Country Risk Managera (a tym samym zasad ERM lub jej elementów) ?

  • zasada odpowiedzialności (przede wszystkim za jakość i rzetelność oszacowania ryzyka, jako podstawy podjęcia decyzji i działań na szczeblu narodowym)
  • zintegrowane i spójne kryteria, według których następowałaby ocena i hierarchizacja ryzyk (zagrożeń)
  • skoordynowane, ekonomiczne ale i elastyczne działania zaradcze
  • komunikacja i transparentność (w stopniu legalnie możliwym do uzyskania).

Funkcja Country Risk Managera ewoluowała w kolejnych raportach do roli międzynarodowej – na pewne zagrożenia można skutecznie odpowiedzieć jedynie, jeśli odpowiedź została wypracowana przez alians kilku krajów, gospodarek. Za koordynację i komunikację działań na szczeblu międzynarodowym miałby odpowiadać komitet Country Risk Managerów.

Czy wprowadzenie takich funkcji jest realne ? W Anglii, taka funkcja powstała już 7 lat temu i stanowi część jednostki zwanej „Civil Contingencies Secretariat„. Stanowi ona dzisiaj wzór dla ewentualnych naśladowców. W ślady Anglii poszedł Singapur, powołując projekt „Whole of Government – Integrated Risk Management„. Jej dorobkiem było m.in. skonstruowanie scenariuszy dotyczących zasobów energii, żywności i zmian klimatycznych. W Japonii powołano „Central Disaster Management Council„, koncentrujący się głównie na zagadnieniach trzęsienia ziemi i powodzi – udostępnia zainteresowanym mapy ryzyka będące podstawą działań prewencyjnych.

Mapa ryzyka dla świata – Davos 2009

Nasz świat pokryzysowy – świat bezwartościowego pieniądza, zepsutych polityków, bezmyślnego gospodarowania zasobami naturalnymi wymaga gruntownej naprawy. Tegoroczny szczyt w Davos stoi pod znakiem znalezienia odpowiedzi na największe zagrożenia dla Globu. Punktem wyjścia do dyskusji będzie coroczny raport Global Risk dostępny na witrynie Światowego Forum Ekonomicznego. John Merkovsky, Marsh Risk Consulting Practice, jeden z członków zespołu specjalistów – autorów raportu, wypowiada się dla Business Insurance Europe na temat najważniejszych jego zdaniem nauk z niego wypływających.

Po zgłębieniu raportu okazuje się, że mędrcy nie zaskoczyli nas niczym nowym, co wychodziłoby poza scenariusz zarysowany przez futurologa Larrego Qick, o którym pisałem wcześniej. Jakie zagrożenia dla świata widzą owi mędrcy:

  • destabilizacja systemu finansowego (a jakżeby inaczej ?)
  • spowolnienie wzrostu gospodarczego Chin, które jest bardzo prawdopodobne zważywszy, że Chińczycy produkują dla wszystkich spowalniających właśnie rozwiniętych gospodarek; szacuje się że odczuwalny skutek będzie przekraczał kwotę 250 miliardów USD
  • rosnące tempo przyrostu naturalnego homo sapiens (w ciągu 40 lat będzie nas o połowę więcej niż dzisiaj)
  • w ślad za powyższym nastąpią inne zjawiska: rosnące ceny żywności, ostra konkurencja o zasoby wody i ziemi rolnej (już dzisiaj Arabia Saudyjska, Chiny i Korea Południowa dzierżawią ziemię uprawną i w nią inwestują – w Kazachstanie, Mozambiku i Madagaskarze)
  • w ciągu następnych 25 lat wzrost zużycia energii o 50% (a co się z tym łączy, wzrost zużycia wody, niezbędnej technologicznie w produkcji energii)
  • wzrost cen ropy naftowej i gazu z globalnym skutkiem przekraczającym bilion USD (US ang: trilion); osobiście myślę, że jest to i tak niedoszacowane – pokolenie 2009 w swoim dorosłym życiu prawdopodobnie ropy i gazu nawet nie powącha.

Dodatkowe ryzyka specyficzne dla Europy, to:

  • starzenie się społeczeństwa Europy Zachodniej (za 40 lat, tylko 2 osoby w wieku produkcyjnej będą przypadać na jednego emeryta – dzisiaj są to 4 osoby)
  • w Europie Wschodnie nie będzie wiele lepiej: za 20 lat, ponad 45% społeczeństwa tych krajów będzie w wieku ponad 60 lat
  • w ciągu najbliższych 20 lat Europa będzie w 80-90% zależna od importu gazu i ropy naftowej, a tym samym od Rosji.

Wnioski ? Za dużo nas, za dużo jemy, za dużo energii zużywamy, zbyt długo żyjemy bo jesteśmy zbyt zdrowi. Planeta staje się dla nas za mała, albo my dla niej za duzi. Jak dać Ziemi odpocząć od nas – czy jest na to rada ?
Wygląda na to, że nie znaleziono jej w Davos. Oto relacje uczestnika (proszę zwrócić uwagę na ostatni akapit), niezbyt optymistyczny komentarz BBC i kilka dodatkowych złotych myśli.

Palec Putina

Putin pogroził palcem Ukrainie i przy okazji całej Europie. Na początek parę cyferek na temat gazu, po jakie sięgnąłem do biuletynów Economist Intelligence Unit, które regularnie otrzymuję. Gazprom chciałby obciążać Ukrainę kwotą 450 USD/tys m3 gazu, mimo że ten sam Gazprom podaje, że średnio europejczycy płacą za gaz ok 280 USD/tys m3. Ukraina twierdzi, że nie stać ją na płacenie więcej niż 201 USD/tys m3 i nie dziwię się – hrywna spadła o 34%, produkcja przemysłowa spadła o 24%, produkcja stali prawie stanęła – z czego niby mieliby finansować 100% wzrost ceny gazu ? Ernst & Young w 2006 roku wyliczyła, że biorąc pod uwage koszty przesyłu, magazynowania, modernizacji i napraw a także inwestycji w wymiane przestarzałej infrastruktury przesyłu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, ta powinna kasować za transfer rosyjskiego gazu 5,11 USD/tys m3/100 km przesyłu. W tej chwili Rosja płaci Ukrainie za to 1,8 USD/tys m3/100 km i nie chce słyszeć o podwyżce. Czy zauważacie Państwo tę dysproporcję ? To moim zdaniem bardzo typowe i bardzo rosyjskie negocjacje.

Czy szybko dojdzie do porozumienia i długofalowej stabilizacji transferu gazu przez Ukrainę ? Oczywiście nie. Przez kurek ukraiński płynie 130 mld m3/rok, podczas gdy kurek białoruski daje tylko 30 mld m3/rok a Turecki zaledwie 13 mld m3/rok. Co z tego wynika ? Rura Białoruska i Turecka to kropla w morzu potrzeb – bez rury ukraińskiej, nie mamy i nie będziemy (my europejczycy) mieli wiarygodnych dostaw gazu nigdy.

A jak palec Putina i cyferki dotyczace jego "broni gazowej" przekładają sie na biznes ? Dobrą próbką jest Słowacja. Poza Słowacją – w 100% zależną od ruskiego gazu z ukraińskiego kurka – Polska, Węgry, Bułgaria i Serbia – to kraje, które dzisiaj bez ruskiego gazu prawdopodobnie padną. Słowacja przymierza się już do wyciąnięcia trupa z szafy – odpalenia kolejnego reaktora starej (kilka lat temu wyłączonej z eksploatacji) elektrowni jądrowej w Bohunicach. Słowacka spółka Gaz de France wstrzymała dostawy gazu 1000 odbiorcom przemysłowym. Kia Motors i Peugeot/Citroen zamierzają zatrzymać produkcję na Słowacji. Continental podobnie. Slovnaft/MOL oraz US Steel Kosice ograniczają produkcję.

To przecież wszystko są duże koncerny, pierwszoligowi gracze. Nie przewidzieliście panowie, że Putin pogrozi palcem i bedzie się bawił kurkami ? No to teraz już wiecie, że na to go stać i czas na wyciągnięcie lekcji. Każdy z tych pierwszoligowych graczy wie, że nie powinno sie opierać biznesu na relacjach monopolistycznych i uzależniać się od jednego gracza. Niezdrowe biznesowo jest posiadanie jednego dostawcy, jednego odbiorcy, jednego źródła energii, jednej księgowej …Zdrowe jest tylko posiadanie jednej żony (choć nie wszyscy się z tym zgodzą). 

Uważam, że przedsiębiorstwa polegające dzisiaj na dostępności gazu powinny realnie wziąć pod uwagę scenariusz, że gazu nie ma i nie będzie. Należy w Europie szukać innych paliw, innych źródeł energii, innych technologii – obywających się bez ruskiego gazu. Dzisiejsze innowacje i być może poświęcenia będą procentować za kilkadziesiąt lat, kiedy gaz skończy się wszystkim i wszędzie. To się nazywa zarządzanie ryzykiem.

A ryzyko "palca Putina" to wyraźna zapowiedź czy już efekt zmian, o których pisałem wcześniej a jakim zaczyna podlegać nasze otoczenie gospodarcze – zmian dynamicznych, gwałtownych i ogarniających wszystkich.